Nie tylko wielkimi imprezami świat muzyki elektronicznej żyje. Aby scena mogła dobrze się rozwijać, potrzebne są także mniejsze imprezy, organizowane w mniejszych miastach. Mocno zakorzenionych i posiadających ustaloną renomę serii nie brakuje, również na scenie trance. Jednym z bardziej odznaczających się brandów w ostatnich latach zaczyna być Trance Friends. Seria ta ruszyła kilka lat temu w Bydgoszczy, w samym środku pandemii. Teraz organizatorom udało się dotrzeć do takiego momentu, w którym są w stanie zrealizować własny festiwal. Pierwsza edycja Trance Friends Festival odbędzie się już 23 sierpnia w krakowskim Hype Parku.
Z tej okazji porozmawialiśmy z Piotrem Ernestem, jedną z osób odpowiedzialnych za całe to zamieszanie. W rozmowie z Patrykiem Wojtanowiczem gość opowiedział o początkach serii, planach na przyszłość oraz tym, jak obecnie wygląda muzyka trance.
Miłej lektury!
„Nie można było się otwarcie reklamować, że jest impreza”
Patryk Wojtanowicz (Shining Beats): Seria Trance Friends miała swój początek kilka lat temu w Bydgoszczy. Nie ma zbyt wiele informacji na temat tych wydarzeń w ogólnodostępnej sieci, więc jestem ciekaw, od czego to wszystko się zaczęło.
Piotr Ernest (Trance Friends): To było w bardzo głębokiej pandemii, w lutym 2021 roku. Wtedy wszystko było pozamykane i z tego tytułu my gdzieś chcieliśmy jakieś miejsce znaleźć, żeby móc się pobawić. Szukaliśmy takiego miejsca w Bydgoszczy i w końcu takie miejsce udało nam się znaleźć. Zrobiliśmy tam 10 edycji, miesiąc po miesiącu. Wówczas jeszcze wszystko było zamknięte, nigdzie nie można było nic robić, więc było zainteresowanie na to, żeby gdzieś imprezować.
Organizatorzy imprez dopiero budujących swoją renomę często mają taki problem, że muszą zmierzyć się z tym, że ich działania na początku nie za bardzo docierają do publiki i zdarzają się imprezy, które grają dla ochrony i barmanek. Jak poradziliście sobie z tym etapem?
Tak to zazwyczaj wygląda. U mnie była sprawa o tyle może troszkę prostsza, że ja też interesuję się bardzo muzyką trance i od ponad 20 lat jeżdżę na festiwale. Tym samym znałem ludzi, którzy na te festiwale jeżdżą, więc u nas reklama na początku wygląda w ten sposób – bo nie można było się otwarcie reklamować, że jest impreza – że u nas informacje szły przez SMS-y czy Messengera, że jest impreza w Bydgoszczy i w ten sposób docieraliśmy do publiczności. Pierwsze 10 edycji to były imprezy na powiedzmy 50 osób. Wiadomo – nie było nic większego otwarte, więc nie mieliśmy możliwości większych imprez robić, i tak to się zaczęło, w ten sposób się reklamowaliśmy.
Skończyła się pandemia, no i zaczęły się kolejne możliwości realizowania wydarzeń, nie tylko w Bydgoszczy. Które miasto z tych, które odwiedziliście – poza Bydgoszczą – zdają ci się być dla waszej serii najbardziej przychylne?
Najbardziej przychylne są Olsztyn, Kraków, od niedawna Białystok, no i Wrocław. W sumie mamy 4 takie miasta, gdzie złapaliśmy fajne kluby do współpracy. Pomogły nam oczywiście te pierwsze imprezy, ponieważ zresztą wszyscy dobrze wiedzą, że po pandemii troszeczkę ciężej było klubom się utrzymać, więc kluby szukały jakichś alternatyw. Początkowo te miejsca były zamknięte dla muzyki elektronicznej, ale pandemia to trochę zweryfikowała, i kluby zaczęły szukać innych alternatyw. Tym samym mieliśmy więcej otwartych drzwi. Co istotne, mieliśmy już od razu gotową publikę, która za nami jeździła. Ale wracając – Kraków i Wrocław, bo to są jednak większe miasta, gdzie jest trochę większa publika, a także Białystok czy Olsztyn, które są trochę mniejsze, ale tam też jest zżyta, trance’owa publika, która wie po co przychodzi.
„Naszym zadaniem jest szerzenie stricte czystego trance’u”
Jak dotąd robiliście mniejsze, klubowe wydarzenia. W ten weekend jednak organizujecie pierwszy festiwal. Skąd pomysł na tak mocny upgrade?
Tak, to prawda – jest więcej artystów, więcej rzeczy do zorganizowania… Chcieliśmy po prostu wyjść z szerszym lineup’em, ponieważ to mało jest takich stricte trance’owych projektów w Polsce. Oczywiście są wielkie projekty jak, Dreamstate czy Tranceformations – z tym, że te miejsca, żeby przyciągnąć masową publikę, czasem muszą zapraszać kogoś bardziej komercyjnego. Naszym zadaniem jest szerzenie stricte czystego trance’u, bo my jesteśmy z zapalonymi, zapalonymi trensiarzami. Chcemy po prostu troszeczkę dać większy obraz tego, co u nas jest, ponieważ scena i społeczność naszej muzyki robi się coraz większa. Chcemy tą rodzinę po prostu powiększać, by w każdym mieście, gdzie zrobimy imprezę, nasze imprezy były rozpoznawalne – a, co za tym idzie, aby ludzie chętnie do nas przychodzili, jednocześnie wiedząc po co przyszły.
To pytanie może być takie trochę prowokacyjne. Ogólnie to śledząc od lat muzykę elektroniczną odnoszę wrażenie, że na scenie trance w ciągu ostatnich kilku-kilkunastu lat nie działo się za wiele nowego, niebędącego fuzją z innym gatunkiem, głównie techno. Ostatnim w mojej opinii nowym trendem w trance’owym mainstreamie był psytrance. Nie obawiasz się tego, że z tytułu tej właśnie stagnacji trance’owe imprezy będą tracić na popularności? Wszak trance’owe community ma to do siebie, że do zmian potrafi podchodzić alergicznie.
Tak, to prawda – też to obserwuję, że coraz więcej postaci próbuje mieszać trance z techno czy melodic techno. Z kolei organizatorzy także próbują ściągać trochę bardziej komercyjne postaci. Ale nas też to dotyka – na przykład, jeżeli robimy imprezę w klubie Grey, to też robimy to w klubie komercyjnym, który zgodził się zrobić z nami elektronikę, ale pod warunkiem zaproszenia kogoś bardziej znanego. Ale mimo wszystko naszym głównym zajęciem jest szerzenie tego dobrego trance’u. Obserwujemy wydarzenia holenderskie, bo bardzo lubię jeździć na eventy właśnie tam, i przykładowo na Luminosity dominuje publika 40+, a i czasami widzimy wielu sześćdziesięciolatków. Wychodzimy z założenia, że jeszcze przez te 15-20 lat będzie dla kogo grać ponieważ. Obecnie nasza publika to jest w głównej mierze przedział wiekowy 35-40 lat. To są osoby, które najczęściej przychodzą do nas na imprezy. Mamy więc pewien bufor, który będzie nam pozwalał działać w podobnej formule przez dłuższy czas.
Czyli można stwierdzić, że gatunek i jego imprezy starzeją się ze swoim odbiorcą.
Gatunek trance nie upada, ale istotnie jest mniej popularny. Dlaczego? Przykładowo dlatego, że w naszym poletku coraz więcej jest utworów tworzonych na jedno kopyto. Korzysta się z podobnych template’ów czy patentów i te utwory brzmią bardzo podobnie. Ciężko jest więc klubowiczowi słuchaczowi znaleźć fajny trance’owy kawałek, który czymś by się wyróżniał. Siłą rzeczy staje się to więc mniej atrakcyjne. Coraz więcej osób, które lubią trance czy ogólnie muzykę elektroniczną, ucieka w melodic techno czy progressive house, czyli miejsca, gdzie dominuje melodia. My w naszych lineup’ach staramy się dobierać artystów, którzy cały czas robią ten dobry trance. Po naszych imprezach widzimy w komentarzach, że jest to trafione, więc kontynuujemy ten projekt.
„Z innymi promotorami żyjemy w dobrych relacjach”
Na Trance Friends Festival postawiliście na dwie sceny. Na głównej będzie trance w zwykłej formie, zaś drugą przejmuje DJ Goro i klasyki z winyli. Jakie stały za tym urozmaiceniem założenia?
Chcieliśmy to troszkę urozmaicić. Wiadomo, klubowicze trance’owi są bardzo świadomymi osobami i bardzo doceniają umiejętność grania z winyli. Z tego tytułu chcieliśmy też dać im tego typu atrakcję. Tym bardziej, że będą tam same klasyki. Klasyk trance był bardzo dobry jakościowo, więc będzie dużo sztosów.

Co macie w planach na najbliższy czas? Czy istnieje scenariusz, w którym niezależnie od tego, jak sprzeda się pierwsza edycja Trance Friends Festival, powstanie druga?
Jest już plan kolejnej edycji festiwalu. Kiedy startowaliśmy z edycją numer 1, wiedzieliśmy i byliśmy przekonani, że na tym nie poprzestaniemy. Nadchodząca impreza, z tego co wiem, będzie bardzo fajna, więc jesteśmy dobrej myśli. Rozkminiamy kolejną edycję festiwalu w Bydgoszczy, ale z tym czekamy, ponieważ w Bydgoszczy są też inne trance’owe projekty, które grają w najbliższym czasie. Z innymi promotorami żyjemy w dobrych relacjach i po prostu nie chcemy sobie nawzajem przeszkadzać. Staramy się wszyscy grać do jednej bramki, ponieważ wszyscy dbamy o to, żeby ten trance cały czas był. Edycje klubowe cały czas są i będą realizowane. Mamy zaplanowane na pewno w listopadzie i styczniu edycje w Bydgoszczy. W styczniu odwiedzimy też Wrocław, wkrótce planujemy powrót do Białegostoku. My robimy to po prostu z pasją i z misją, żeby ten trance szerzyć, więc te wydarzenia dają nam energię do tego, żeby działać.
rozmawiał Patryk Wojtanowicz









