Są marki, które zdają się umierać śmiercią naturalną, a jednak co jakiś czas przypominają o sobie zza grobu. Mało która robi to tak regularnie, jak MySpace. Zanim Facebook, Instagram i TikTok podzieliły między siebie świat, to właśnie ten serwis w połowie lat zerowych był centrum internetowego życia towarzyskiego w kategorii „muzyka”. Zespoły budowały tam całe bazy fanów od zera, a układanie znajomych w prestiżowej Top 8 urosło do rangi kulturowego fenomenu. Teraz portal szykuje się do powrotu – i tym razem zapowiedź pada wprost z ust jego właścicieli.
„Ponownie uruchomimy MySpace”
Deklaracja padła w nowym dokumencie o MySpace w reżyserii Tommy’ego Avallone’a. – Wciąż jesteśmy właścicielami MySpace. Jesteśmy dziś strażnikami tej marki i zamierzamy ją ponownie uruchomić – stwierdził Tim Vanderhook, który wraz z bratem Chrisem kupił serwis jeszcze w 2011 roku. Bracia dodają, że „czekają na właściwy moment”, by pociągnąć za spust. Co ciekawe, powrót ma być ukłonem w stronę nostalgii, a nie próbą gonienia współczesnych, napędzanych algorytmami platform. Współzałożyciel Chris DeWolfe ujął to zresztą dosadnie, wskazując, że „algorytmy mają wiele wspólnego z uzależniającą naturą mediów społecznościowych”. Z racji tego widzi miejsce na alternatywę wolną od tego mechanizmu.
Jest jednak coś, czego ma zabraknąć. W nowym rozdaniu nie pojawi się Tom Anderson. Znany jako „MySpace Tom” człowiek, który przez lata był automatycznym pierwszym znajomym na każdym nowo założonym koncie ma się nie pojawić w nowej iteracji platformy.
Na razie nie znamy ani daty startu, ani tego, jak nowy MySpace miałby wyglądać. Sama zapowiedź wystarczyła jednak, by wywołać falę nostalgii w środowisku muzyki elektronicznej – i nie bez powodu. To właśnie tutaj pierwsze kroki stawiali twórcy tacy jak deadmau5, Skrillex i niezliczeni undergroundowi producenci. Jeśli więc powrót faktycznie dojdzie do skutku i faktycznie ludzie będą z MySpace korzystać, to może się okazać, że stary internet nie powiedział jeszcze ostatniego słowa.

