Swedish House Mafia to fenomen, którego powtórki na elektronicznej scenie próżno szukać. Wystarczy, że przeniesiemy się do 2012 roku i porównamy liczbę wydań w ramach tego projektu i jego popularność. Wówczas Axwell, Sebastian Ingrosso i Steve Angello mogliby policzyć opublikowane w ramach SHMu kawałki na palcach obu rąk. Mimo to, formacja ta była jedną z najważniejszych na scenie. I owszem – cała trójka osobno cieszyła się dużym uznaniem – ale razem osiągnęli znacznie więcej.
Co ciekawe, na wspomnianych wcześniej obu rękach zmieściłby się tam także singiel, który miał zamknąć ten projekt. „Don’t You Worry Child” szybko urósł do rangi jednego z najważniejszych hymnów w dziejach współczesnej elektroniki. Z pewnością aura „ostatniego utworu Swedish House Mafii”, która panowała w roku 2012, miała na to swój wpływ. Niemniej, mimo tego że Szwedzi wydają i występują wspólnie od 2018 roku, to swoiste zakończenie ich pierwszej ery nadal jest uznawane za jeden z kluczowych utworów tanecznej elektroniki poprzedniej dekady. Tak się składa, że ten kawałek dziś obchodzi swoje 14. urodziny.
Piosenka, która zaczęła się od wspomnień
Zalążek „Don’t You Worry Child” powstał już w maju 2010 roku (a więc jeszcze przed wydaniem pierwszego kawałka pod szyldem SHM). Wówczas dwaj szwedzcy wokaliści i autorzy – John Martin i Michel Zitron – spotkali się w studiu w Sztokholmie i zaczęli wspominać swoje dzieciństwo – miejsca, w których po raz pierwszy się upili, nastoletnie miłości, a także relacje z ojcami. To właśnie te osobiste, rodzinne wątki – w tym religijność ojca Zitrona – ukształtowały emocjonalną warstwę piosenki. Demo trafiło do Sebastiana Ingrossa pod koniec 2010 roku, a trio przekształciło je w monumentalne, definiujące epokę festiwalowej muzyki nagranie.
Premierę na żywo utwór miał zresztą w symbolicznym miejscu – 14 lipca 2012 roku na Milton Keynes Bowl, przed 60 tysiącami ludzi, podczas ostatniego brytyjskiego koncertu grupy. To właśnie ten występ uwieczniono w teledysku.
Największa gorycz – i siła zarazem – tego numeru tkwi w jego kontekście. „Don’t You Worry Child” było ostatnim singlem Swedish House Mafii przed rozpadem ogłoszonym na początku wakacji 2012 roku. Było to długie pożegnanie, bo ostatni ich (tak się przynajmniej wydawało) występ odbył się dopiero na wiosnę 2013. Niemniej fani czuli, że mają na głośnikach coś wyjątkowego. A skala tego pożegnania robi wrażenie do dziś. Numer dotarł na 1. miejsce brytyjskiej listy przebojów (135 tys. sprzedanych kopii w pierwszym tygodniu), osiągnął 6. pozycję na Billboard Hot 100 – jedyny raz tego trio w Top 10 tego zestawienia – i zdobył nominację do nagrody Grammy za najlepsze taneczne nagranie. Sprzedał się w milionach egzemplarzy na całym świecie, a jego teledysk jako pierwszy klip Swedish House Mafii przekroczył miliard wyświetleń na YouTube.
Numer, który nie chce się zestarzeć
Dziś, gdy mija osiem lat od ich powrotu, „Don’t You Worry Child” wciąż pozostaje jednym z najmocniejszych punktów ich setów. Mimo upływu lat to wciąż moment, w którym cała publika śpiewa refren jednym głosem. Bo choć powstał jako pożegnanie, stał się czymś zupełnie odwrotnym – dowodem, że pewne brzmienia nie znikają.