Na polskiej scenie klubowej w ostatnich miesiącach jest gorąco. O sytuacji warszawskiego FHouse można było usłyszeć nawet w telewizji, ciekawie było również w poznańskim klubie X-Demon. Każdy kto uważał, że to koniec nieprzyjemnych niespodzianek – srogo się pomylił. Kolejny raz ofiarą padł wyżej wymieniony “Demon”, tym razem nie chodzi tu jednak o próbę podpalenia, a o znacznie bardziej dziwaczny problem

Czy istnieją granice rywalizacji?

Zatrudnić się w klubie, aby sabotować jego działania. Brzmi kuriozalnie, prawda? Otóż nie tym razem – jak wynika z opublikowanego przez klub oświadczenia, właśnie nieświadome zatrudnienie osób związanych z konkurencją (nie określając przy tym, o jaką konkurencję konkretnie chodzi) miało być powodem problemów z funkcjonowaniem klubowej szatni.

Do naszych szeregów nieświadomie zostały zatrudnione osoby od miesięcy związane z przysłowiową konkurencją, których celem było jak najdokładniejsze poznanie systemu pracy X-Demon – Poznań i namieszanie w nim.

System monitoringu potwierdził nasze przypuszczenia. Wspomniane persony celowo działały na niekorzyść klubu, by zszargać dobre imię marki X-Demon i zaszkodzić naszemu wizerunkowi na poznańskim rynku pracy.

X-Demon Poznań

Już w relacji z otwarcia miejscówki wskazywaliśmy działanie szatni jako najsłabszy punkt programu. Jak się okazało, nie była to jednorazowa sytuacja – często więc klubowicze czekali w kolejce dłużej, niż po świątecznego karpia w Lidlu.

No właśnie – ale co takiego robili ci rzekomo “podstawieni” szatniarze? Ich “zadaniem” miało być (uwaga!) jak najwolniejsze obsługiwanie szatni, z wprowadzaniem chaosu z numerkami do szatni włącznie. Każda osoba, która przybyła do klubu na imprezę czy koncert udawała się do szatni, gdzie wydawano losowy numerek, zaś kurtki czy płaszcze po prostu trafiały na losowe miejsce, bez związku z akurat wydanym numerkiem. To wszystko powodowało narastanie kolejek, ale to nie koniec historii…

Tu na razie jest ściernisko, ale będzie…

Sytuacja z czwartkowej imprezy (na której autor tego tekstu był obecny) przebiła jednak wszystko. Kolejka rozciągała się bowiem aż do… parkietu! Można się śmiać, lecz stanie w takim długim “korku” nie należy do rzeczy wywołujących uśmiech na twarzy, wręcz przeciwnie – niektórym robiło się duszno przez narastający ścisk. Jakby tego mało, niektórzy wciąż nie otrzymali swoich okryć wierzchnich, a osoby obsługujące szatnie stwierdziły, że… żadnego numerka od danej osoby nie otrzymały. Czyli w skrócie – zgubiły go albo celowo rzuciły na ziemię.

Sytuacja spowodowała, że w szatni w pewnym momencie rzeczy klubowiczów zaczęli wydawać (i nie żartujemy w tym momencie) menagerowie klubu. W dodatku szatnia wyglądała niczym pobojowisko – wszędzie porozrzucane wieszaki i numerki. Jeden wielki chaos!

Klub naprawia szkody

Jak czytamy w oświadczeniu, osoby pokrzywdzone podczas wczorajszej imprezy (czyli przykładowo takie, który musiały wrócić do domu w t-shircie) proszone są o kontakt poprzez wiadomość prywatną na fanpage poznańskiego klubu. Każda sytuacja ma zostać jak najszybciej wyjaśniona, a odzienia mają powrócić do swoich właścicieli. Jako zadośćuczynienie całej sytuacji klub wprowadza darmową szatnię do końca lutego. Oby tylko teraz wszystko działało w odpowiedni sposób!

Jakiś czas temu pisaliśmy, że na poznańskiej scenie klubowej będzie się działo – i się, niestety, nie pomyliliśmy. Z drugiej strony jednak wolelibyśmy, aby do tak chorych sytuacji na rodzimej scenie nie dochodziło już nigdy więcej…

foto: Kamil Hadyński