Są takie melodie, przed którymi w pewnym momencie nie da się uciec. Scrollujesz, przeglądasz internety, i nagle… znów ten saksofon. Odpowiada za niego Caleb Arredondo, którego „Echo Sax End” z 2024 roku stało się jednym z tych nagrań, co żyją własnym życiem. Surowe, akustyczne partie saksofonu zdawały się pochodzić z soundtracku do filmu. Tak naprawdę jednak stoi za nimi młody Amerykanin, który upodobał sobie granie na saksofonie w miejscach, w których tworzy się naturalny pogłos. Motyw stał się viralem w social mediach za sprawą klimatu i spokoju, jaki za sobą niesie. A skoro coś podbija internet w takim stylu, prędzej czy później upomni się o to ktoś z absolutnej czołówki. I upomniał się – sam Tiësto.
Z parkingu prosto na główną scenę
Efekt? „Echo Sax Finale” bierze delikatny oryginał i dostosowuje go do festiwalowego klimatu. Melodia, która zauroczyła miliony, okazała się naprawdę dobrze pasować do modern trance’u. Nic dziwnego, że kawałek robił robotę, zanim jeszcze oficjalnie się ukazał. Premierę zaliczył bowiem w grudniu, podczas występu Holendra pod piramidami w Gizie, i od razu stał się jednym z najgłośniej komentowanych utworów z seta. Tytuł też nie jest przypadkowy – to domknięcie całej serii „Echo Sax” Arredondo.
„Echo Sax Finale” to nie jednorazowy wyskok, a kolejny element układanki, którą Tiësto klei od dłuższego czasu. Holender konsekwentnie wraca do trance’owych korzeni – wypuścił numer stricte trance’owy, po latach znów zagrał set jako „In Search of Sunrise”, a nawet pożegnał kultowe radio show Club Life po to, by zastąpić je nowym „Prismatic” – z dużym udziałem muzyki trance. W tej układance „Echo Sax Finale” pasuje jak ulał i przypomina brzmienie Tijsa sprzed lat.
A to jeszcze nie koniec, bo singiel to zarazem przystanek w drodze do ósmego albumu Holendra – po majowym „Don’t Lose Your Head” z Olivią Sebastianelli. Daty premiery płyty wciąż nie znamy, ale jeśli ma brzmieć tak jak ostatnie ruchy Tiësto, to fani trance’u mają na co czekać.

