Wyniki DJ Mag Top 100 DJs 2022 tuż za rogiem. Kto awansuje, a kto spadnie? [PRZEWIDYWANIA]

Julia, Janusz, Piotrek i Weronika podjęli się w tym roku zgadywania, jak będzie wyglądać DJ Mag Top 100 DJs. Oto ich przewidywania.

reklamuj_sie

27 października – po raz pierwszy od lat poza Amsterdam Dance Event – poznamy wyniki DJ Mag Top 100 DJs – zdecydowanie najbardziej kontrowersyjnego rankingu EDM. Głosowanie co roku dostarcza emocji słuchaczom muzyki elektronicznej. Jakie wrażenia wywoła u nas tego roku? No właśnie, póki co możemy się tylko domyślać rezultatów i z tego też powodu wysnuliśmy pewne przypuszczenia, którymi chcemy się podzielić. Podobne przewidywania pojawiły się w 2019 roku (znajdziecie je pod tym linkiem) oraz 2021 roku (są one tutaj) i w tym roku podtrzymujemy tę tradycję.

Tym razem jednak swoje typy zaprezentuje większa część naszej redakcji. Julia Oziemczuk, Janusz Kotoński, Piotr Dobrowolski oraz Weronika Guder rozłożyli tarota, postawili kupony czy tam zadzwonili do wróżki Velessy – wszystko po to, aby wytypować jak najcelniej wyniki DJ Mag Top 100 DJs. Jak im wyszło? Przekonamy się już w czwartek. Tymczasem przed Wami najliczniejsze frekwencyjnie w historii Shining Beats djmagowe przewidywania!


Kto na podium?

Zacznę od Top3 – ponieważ moim zdaniem zostanie ono takie samo. Przynajmniej mam pewność co do Davida Guetty na czele rankingu. Co prawda Francuz na chwilę zboczył od Future Rave, za to mocno zbudował pozycję w mainstreamie. Obecnie na szczytach streamingów czy w radiach regularnie pojawia się jego nazwisko, przede wszystkim za sprawą współprac z Black Eyed Peas, Shakirą, Bebe Rexhą czy Robinem Schulzem. W pewnym momencie miałam wrażenie, że co tydzień wychodziła nowa kolaboracja Guetty. Jednak jak widać, za tą ilością idzie strategia, która powoduje, że nie da się zapomnieć o producencie choć na chwilę. Nawet w setach innych reprezentantów sceny, co ukazuje jego pierwsze miejsce zajęte w rankingu serwisu 1001Tracklists.

Co z resztą Top3? Znajdą się tam Armin van Buuren i Martin Garrix. Panowie mogą co najwyżej zamienić się pozycjami, choć nawet tego raczej nie przewiduję. Pozycja obu panów jest dosyć ugruntowana, a nikt z TOP 10 nie zrobił nic na tyle rewolucyjnego i jednocześnie znanego przez mainstream (niestety, panie Heldens), by nagle skoczyć o te kilka miejsc wyżej. Z kolei Dimitri Vegas & Like Mike już swoje czasy świetności, czy tam iPadów mają za sobą.

Teraz niższe pozycje. I tutaj obawiam się, że Don Diablo wypadnie z pierwszej dziesiątki. Artysta nie przyciąga już niczym innowacyjnym. Jeden z największych aliasów Future House odsuwa się coraz odważniej w cień. Widać to nawet po liczbie streamów nowych utworów na Spotify czy ogólnej aktywności producenta na scenie. Sytuacji nie poprawia też ciągle słabnący wizerunek pobocznych projektów, w tym wytwórni HEXAGON.

Kto awansuje?

Zdecydowanie Hardwell. Powrót Holendra, pozytywnie (oczywiście nie przez wszystkich) przyjęty występ na Ultra, album i trasa. To wszystko bez większych fuckupów (w przeciwieństwie do Swedish House Mafii). Pamiętamy legendarną sentencję, by – łagodniej parafrazując – nie szanować tego rankingu, jednak pomimo tego fani właściciela Revealed raczej o sobie dadzą znać.

Duży awans może zaliczyć Alesso. Szwed pod koniec minionego roku wypuścił singiel wraz z Katy Perry, który stał się globalnym sukcesem. Po “When I’m Gone” przyszedł czas na współpracę z Zarą Larsson. “Words” do tej pory hula w komercyjnych rozgłośniach na dziennej rotacji, nie tylko w Polsce. Nie brakowało też publikacji w stronę bardziej świadomej publiki czy bardzo dopracowanych występów (w tym na tegorocznym Sunrise Festival).

Reinier Zonneveld spokojnie może wejść do pierwszej setki. Holender w zeszłym roku zaliczył 128. pozycję, jednak ten rok rozpoczął z grubej rury. Producent przebija się do coraz szerszej publiki, chociażby prezentując singiel z Arminem van Buurenem oraz występując z nim w formule b2b na Ultra Music Festival. Jednak to nie koniec współprac, których nikt by się nie spodziewał. Do tej listy dołączył Angerfist. Nie brakuje też kolejnych działań z Heldensem pod aliasem HI-LO oraz mnóstwa występów na festiwalach (w Polsce na Sunrise Festival i Undercity).

Awans Fishera nie będzie dla mnie zaskoczeniem. W 2022 australijski rybiarz był na językach wielu. To przede wszystkim za sprawą chwytliwego “It’s A Killa” z Shermanology oraz remiksu ikonicznego “World, Hold On” od Boba Sinclaira. Lepszy rok artysta zaliczył jedynie bezpośrednio po wydaniu “Losing It”.

Kto spadnie?

Kto da nura w głąb stawki? Zapewne MORTEN, który co prawda z Top100 nie wyleci, ale względem 2021 będzie niżej. Ubiegłoroczna lokata była efektem fali popularności Future Rave, która aktualnie przycichła.

DJ Snake pozostanie w setce, ale ma predyspozycje do spadku. “Pan Wąż” w tym roku był mniej aktywny niż zazwyczaj. Prócz małej ilości wydań, w tym roku Francuz nawet nie próbował się przebijać do mainstreamowej publiki, jak to miało miejsce z między innymi “Selfish Love”, “SG”, “Taki Taki” czy “Loco Contigo” w latach ubiegłych.

Z pewnością wypadnie z pierwszej setki Florian Picasso. Producent w zeszłym roku zaliczył spory zjazd pozycji (aż o 20), zaś w tym roku bardzo biednie wypadał z wydaniami. Parę utworów, które na domiar złego nie przebiły się zbyt mocno, nie są dobrym prognostykiem…


Odkąd przegrałem kupon, w którym na podbicie skumulowanego kursu obstawiłem wygraną Turcji z Wyspami Owczymi w Lidze Narodów, nie czuję się dobrze w bukmacherce. Sprawy nie ułatwiają też zeszłoroczne niespodzianki rankingu DJ Mag w postaci pojawiających się w rankingu nazwisk, o których nie miałem wcześniej pojęcia. Niemniej jednak, liczę na to, że moje typy nie będą drastycznie odbiegały od rzeczywistości.

Kto na podium?

Na pierwszych trzech miejscach nie przewiduję zmian. David Guetta cały czas idzie za ciosem, przez co raczej może być spokojny o swój triumf. Z kolei Martin Garrix pozostaje jednym z najbardziej rozpoznawalnych DJów na świecie i myślę, że głosujący o nim pamiętali. Armin van Buuren też trzyma poziom, w wyniku czego może utrzymać się na podium.

Kto awansuje?

W 2021 r. całkiem pokaźny awans zaliczyła Charlotte de Witte. Jej nazwisko wciąż nie schodzi z ust fanów elektroniki, przez co moim zdaniem może liczyć na zbliżenie się do pierwszej dziesiątki. Podobnie może wyglądać sytuacja Olivera Heldensa, który z kolei może zacząć deptać Arminowi, Martinowi i Davidowi po piętach. Moim wątpliwościom nie ulega także powrót Hardwella. Choć jego album nie był spełnieniem marzeń fanów, wizerunkowo swój comeback rozegrał bardzo dobrze. A przecież to poniekąd (a może przede wszystkim?) wizerunek liczy się w rankingu… Moim marzeniem (choć obawiam się, że marzeniem ściętej głowy) jest pojawienie się w zestawieniu gościa o aliasie Fred again.. Brytyjczyk niejednokrotnie udowodnił, że jest dobrym DJem i producentem. Doskonale wie też, jak utrzymać się na ustach dziennikarzy, chociażby z Shining Beats.

Kto spadnie?

Dość mocno obawiam się spadku KSHMRa, choć mocno kibicuję mu jako jednemu z moich ulubionych producentów swego czasu. Niles wykazał jednak w ostatnim roku małą i niezbyt słyszalną aktywność w porównaniu do innych DJów. Poza tym nie zdziwi mnie mocny spadek duetu VINAI oraz Floriana Picasso, który już w zeszłym roku dość drastycznie zleciał.


Kto na podium?

W tym roku – moim zdaniem – na topie bez zmian. Chcemy czy nie, David Guetta ma potężny wpływ na obecną scenę muzyczną. To gość nadal tworzący przewidywalny EDM (patrz “I’m Good” będący 2137. coverem Eiffel 65), jednak warto oddać mu sporą miłość do bardziej undergroundowych rytmów (patrz: alias Jack Back lub niedawny collab z ARTBAT).

Francuza wciąż niesie fala future rave – ruchu, którego podobno jest pionierem (na spółkę z MORTEN’em), a na pewno ogromnym propagatorem. Guetta będzie w tym roku numerem jeden, a założenie nowego labelu sprawi (tak czuję), że swoją pozycję lidera zachowa również na kolejny rok.

Druga pozycja także bez zmian – zajmie ją Martin Garrix. Być może druga połowa roku nie była zbyt obfita w nowości Holendra, jednak za sam album “Sentio”, wspieranie innych twórców oraz ciągłe poszukiwania nowych brzmień (bardzo czekam na efekty jego współpracy z Alesso), utrzymanie drugiej pozycji w rankingu po prostu mu się należy.

A kto na pozycji numer 3? Tu Was zaskoczę – Oliver Heldens. W tym roku mocno zawiódł mnie Armin (o czym szerzej wspomnę później), dlatego trzecią pozycję przyznałbym Oliverowi, szczególnie za solidność produkcji zarówno pod głównym aliasem, jak i jako HI-LO w świecie techno. Obawiam się, że nie zajmie on tak wysokiej pozycji w oficjalnym rankingu (i nie przeskoczy np. Dimitri Vegas & Like Mike), ale… nikt nie zabroni mi marzyć.

Kto awansuje?

Teraz awansujący. Na pierwszy ogień Tale Of Us, którzy MUSZĄ pojawić się w TOP 100! Przede wszystkim za potężny wkład we wzrost popularności melodic techno, które w tym roku ewoluowało na jeszcze wyższy poziom. Zastanawiam się, czy nie stworzyć tekstu, który przybliżyłby fenomen tego stylu, m.in. wytwórni Włochów – Afterlife (dajcie znać, czy chcielibyście coś takiego przeczytać). Jeśli nie oni – postawiłbym na ARTBAT, ale myślę, że zasługi Carmine i Matteo, były znacznie ważniejsze.

Po sukcesie zeszłorocznego albumu “Exotica”, w tym roku Purple Disco Machine zachwycił chociażby singlem “In The Dark” i tuzinem świetnych remiksów, a także kapitalnymi setami, głównie w klimatach disco house. To miejsce Niemcowi naprawdę się należy (i wierzę, że uda mu się tym razem przebić do setki).

Zastanawiałem się, czy w tym miejscu nie umieścić kogoś z Polski: Skytecha, Blindersa, Guya Arthura lub catz n’dogz, wszak nasi twórcy zaliczyli świetny rok i chociaż jeden z tych aliasów mógłby pojawić się w tym zestawieniu. Myślałem też długo nad Solomunem, jednak – koniec końców – to Fred Gibson aka Fred again... jest prawdziwym fenomenem 2022. To, jaką aurę roztacza wokół siebie swoimi numerami i występami, jest magiczne. Nie wyobrażam sobie tegorocznego TOP 100 bez jego osoby.

I Four Tet… Cóż, to bardziej sfera marzeń, ale Kieran również zasługuje na wyróżnienie (tym bardziej, że współprodukował niektóre numery Gibsona, m.in. “Jungle”).

Kto spadnie?

A teraz spadki. Wspomniałem o Arminie van Buurenie, to czas troszkę go przeciorać. Wiadomo, zdarzają się wzloty i upadki, a tym roku współzałożyciel Armada Music zaliczył zarówno jedne, jak i drugie. Jeśli jednak mam być szczery, w mojej opinii Armin nie zasłużył w tym roku na utrzymanie miejsca w pierwszej trójce. Okej, Holender nie stroni od eksperymentów oraz od puszczania oka do fanów jego starszej muzyki. Nadal broni się jako solidny propagator trance (i nie tylko) w audycji “A State Of Trance”. Jednak w ostatnich dwunastu miesiącach, których duża część jest zawarta w “Feel Again” (Part 1 i Part 2), ciężko odnaleźć numer, który mógłby zachwycać, bądź który nie byłby wyłącznie kolejnym produktem. Nawet jeśli Armin czuje się w tej konwencji dobrze, nie potrafię odnaleźć duszy, która wypełniała jego albumy oraz single. Sety zaś zaczynają cierpieć na syndrom Vini Vici – bardzo częsta powtarzalność utworów (wliczając w to ich kolejność).

Nie byłem nigdy fanatycznym fanem van Buurena, ale i tak trochę przykro pisać zdanie, że obecnie nie widzę dla niego miejsca na podium DJ Mag Top 100 DJs.

Na bardzo wysoką pozycję nie zasługują także W&W. Trochę podobna sytuacja, co u Armina, choć chyba mniejszy zawód. Mniejszy, bo wysoko stawiana poprzeczka słynnym “batonom”, to u mnie relikt przeszłości. Willem i Ward zjadają swój własny bigroomowo-rave’owy ogon (choć zdarzają im się jeszcze akceptowalne produkcje, zwłaszcza jako NWYR – na przykład collab z Wiwekiem).

Uważam jednak, że w tegorocznej edycji na pewno znajdizie się znacznie więcej niż 13 nazwisk/aliasów (rok temu W&W zajęli 14. miejsce – przyp. red.), które bardziej zasłużą na wyższą pozycję od holenderskiego duetu.

Na koniec… Vini Vici. Przez poprzednie lata Aviram i Nissim potrafili zachwycać swoją muzyką. Nie wszystkimi produkcjami, ale cover “So What” Pink (“Get In Trouble”), “Yama” z Arminem van Buurenem czy “Acid” z Freedom Fighters to kawałki, które bez cienia wstydu polecam do dziś.

Niestety w tym roku coś… coś się popsuło i nie było ich słychać. To znaczy, słychać było, ale bez zachwytów, bez odchodzenia od schematów, a często i bez smaku (covery “Cafe Del Mar” czy “Rapture” wolały o pomstę o nieba, a mariaże z Diego Mirandą czy Gabry’m Ponte… naprawdę, ile dałbym by je odsłyszeć). Dodajmy do tego istotny, wspomniany przy Arminie, problem powtarzalności swoich setów. Wyższe miejsce, niż ubiegłoroczne 20., będzie dla mnie absurdem. I tak, też piszę to z (niewielkim, ale jednak odczuwalnym) bólem serca.

Kto na podium?

W tym roku podobnie jak w zeszłorocznym notowaniu, wysoce prawdopodobne jest to, że na dwóch pierwszych miejscach pojawią się David Guetta i Martin Garrix. Czy trzeci już raz z rzędu ranking wygra Francuz? Bardzo możliwe, że właśnie tak się stanie. Zbliżający się do końca 2022 rok, ponownie należał do francuskiego DJ i producenta, który wydawał kolejne hity i występował na największych wydarzeniach muzycznych na świecie. Kolejnym DJem w drodze po wygraną rankingu, jest na pewno Martin Garrix. W tym roku mogliśmy usłyszeć sporo nowej muzyki od niego, głównie za sprawą albumu “Sentio”. Ten zdaje się, że bardzo przypadł do gustu fanom jego twórczości.

Jakiegokolwiek zaskoczenia można natomiast spodziewać się na trzecim miejscu. Wydaje się, że Alok należy do artystów, którzy mogą zamknąć tegoroczne podium. Od kilku lat Brazylijczyk sukcesywnie pnie się w górę rankingu. Rok temu zajął czwarte miejsce, znajdując się tym samym tuż za podium. Nic nie stoi więc na przeszkodzie, by za sprawą wsparcia od swoich sympatyków, znalazł się w najlepszej trójce. Ewentualnie istnieje także szansa na to, by trzeci stopień zajął Armin van Buuren. Tym samym zeszłoroczne podium może zostać powtórzone.

Kto awansuje?

Nie zaskoczę nikogo, jeśli napiszę, że duży awans zaliczy Hardwell. Chyba najgłośniejszy powrót tego roku należy właśnie do do niego. Po długiej nieobecności powrócił on z albumem w całkiem nowym stylu. Choć nowy kierunek muzyczny nie spodobał się pewnie wszystkim dotychczasowym fanom Robberta, to zdobył on nowe grono, które to doceniło. Cała otoczka wokół powrotu mogła sprawić, że zyskał w tym roku sporo głosów. Na pewno na tyle dużo, by powrócić do notowania. Czy będzie to jednak najlepsza dziesiątka? Chyba nie, ale “lepsza połowa” rankingu jest już w jego zasięgu ręki.

Do tej pory James Hype nie miał okazji pojawić się w rankingu Top 100 DJs, choć zdecydowanie należy on do artystów, którzy powinni zostać w ten sposób docenieni. Rok 2022 jest jednak dobrą okazją by mógł w nim zadebiutować. Czasem wystarczy jeden hit, by o kimś usłyszał cały świat. To właśnie do Jamesa należał niekwestionowany hit lata 2022 “Ferrari”, który może sprawić, że Hype “wjedzie” do notowania.

W ostatnim roku Alesso znalazł się w drugiej połowie rankingu i zanotował spadek o kilkanaście pozycji. Nie wydaje się, by w tym roku znalazł się jeszcze niżej. Wręcz przeciwnie – może właśnie w nadchodzącym notowaniu, artysta osiągnie znacznie lepszy rezultat i znajdzie zdecydowanie wyżej. To wszystko może wydarzyć się za sprawą większej popularności dzięki takim ostatnim hitom jak “When I’m Gone” czy “Words”.

Kto spadnie?

A teraz spadki – zacznę od… wy już dobrze wiecie kogo.

Ogromnym zaskoczeniem rok temu w rankingu był brak na podium duetu Dimitri Vegas & Like Mike. Ich dobra passa pojawiania się w czołowej trójce trwała przez kilka lat i nie obyła się bez kontrowersji. Skoro coś zostało już przerwane, to i teraz może zostać odnotowany kolejny spadek duetu. Ten rok nie był szczególnie niezwykły czy przełomowy w ich twórczości, by móc zdobyć pokaźne grono nowych fanów. Istnieje jednak opcja, że taki niespodziewany spadek zaskoczył i zmobilizował ich dotychczasowych wspierających do oddania większej ilości głosów, ale czy na tyle wystarczająco by powrócili na podium? Wątpię.

Don Diablo to jeden z tych artystów, którzy mimo różnych okoliczności zawsze posiadają wierne grono swoich fanów. Ciężko jednak awansować bez pozyskiwania nowych sympatyków i tym samym nowych głosów, które pomagają piąć się w górę. Kończący się rok nie należał do wybitnych w jego wykonaniu, a wręcz uznać można go za średni. Związku z tym, czekać może go spadek o kilka oczek w dół i być może znajdzie się poza najlepszą najpopularniejszą dziesiątką.

MORTEN zadebiutował w rankingu rok temu zajmując niezłą 39. pozycję. Czy w tym roku może się on również pojawić w rankingu? Niby tak, ale raczej nie będzie to pierwsza pięćdziesiątka. W ostatnich miesiącach Future Rave, który doskonale kojarzy się z tym artystą, nie był już aż tak popularny jak wcześNiej. To mogło przełożyć się na mniejsze wsparcie dla tego artysty.


W ubiegłym roku Kilianusz i Weronika – delikatnie mówiąc – nie popisali się celnością. Jak będzie tym razem? Przekonamy się już 27 października!

reklamuj_sie

Total
27
Shares
☕ Postawisz nam kawusię?